sobota, 6 kwietnia 2013

Rozdział 4


Rozdział 4
To był Mario Gotze.
-Hej, Nicole, co się stało?
- A czy to ważne?
- Ważne. Nienawidzę patrzeć jak ktoś cierpi.
-To  może opowiem ci gdzie indziej, a nie w parku?
-Spoko. To może pójdziemy do mnie? -zaproponował piłkarz.
-możemy iść. tylko najpierw zadzwonię do Mai żeby sie nie martwiła.
Moja siostra nie zadawala żadnych pytań. poszłam wiec do Mario. gdy juz doszliśmy do mieszkania piłkarza, Mario zrobił herbatę i usiadł kolo mnie na kanapie.
- no wiec, co sie stało?
-pamiętasz tego chłopaka, co wczoraj czekał na mnie pod Iduną?
-pamiętam.- przytaknął Gotze.
-to był mój były chłopak, Mitchell.
-były? zdziwił sie Mario.
-tak. dzisiaj przyłapałam go w łóżku z jakąś dziunią!- znowu zaczelam płakać.
-ejej, jeden palant nie jest wart twojego płaczu! -powiedział Mario i mnie przytulił.
-ale ja go kochałam! wiesz jak to jest okazać sie nikim dla ukochanej osoby?
-wiem. większość dziewczyn było ze mną dla kasy lub szpanu...
-nie wiedziałam...przepraszam.
-nie masz za co.
Nasze twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów.
-Mario, nie. Nie chce robić czegoś czego oboje potem będziemy żałować. przepraszam.-powiedziałam i udałam sie w kierunku drzwi.
-zaczekaj!- krzyknął piłkarz. -zostań. nie wiem dlaczego, ale posłuchałam. Rano obudziłam sie w  łóżku piłkarza.
-hej. wczoraj zasnęłaś na kanapie, wiec zaniosłem cię do góry. po zjedzeniu śniadania zaczelam sie zbierać do domu.
-nie miałabyś nic przeciwko, gdybym wpadł z Marco około 15?-zapytal Mario całując mnie w policzek  na pożegnanie.
-jasne ze nie. pa Mario -pożegnałam sie i wyszłam.
W domu czekała na mnie wkurzona Maja.
-Wiem, że mówiłaś że będziesz później, ale nie myślałam że nie wrócisz na noc! Martwiliśmy się o ciebie!- krzyczała moja siostra.
-Byłam bezpieczna, nie martw się.
-Byłaś u Mitchella?- zapytała niepewnie Majka.
-Nie!- krzyknęłam i pobiegłam do swojego pokoju.
-Nicole, co się stało?
-Nie byłam u Mitchella! Rozumiesz? On mnie zdradza!- wybuchłam płaczem.
-Ej, nie płacz. A mogę wiedzieć gdzie byłaś?
-U... Mario.
-Gotze?!
-Nie, Gomeza- zakpiłam.- U Gotze.
-Czy wy, no wiesz...
-Spaliśmy ze sobą?- Majka przytaknęła.- Nie. Mario mnie tylko pocieszał. A poza tym wpadną z Marco dzisiaj o 15.
-Wiesz że to za 2 godziny?
-Osz kurczę, mam 2 godziny na ogarnięcie tego bałaganu...- westchnęłam.- A gdzie Kevin?
-W pracy. będzie o 14.
Zadzwonił mój telefon.
-Halo?
-Cześć Nicole.
-Mitchell?!
-Tak to ja. Chciałem ci wszystko wytłumaczyć. Daj mi chwilę.
-Nie Mitch. Nie będę słuchać twoich kłamstw. Za bardzo mnie skrzywdziłeś.
-Ale Nic! Kocham Cię!
-Tej dziuni też to mówiłeś? A może to też jest kłamstwo? To już koniec nas.- rozłączyłam się.
Zaczęłam sprzątać. Po pół godzinie poszłam do kuchni. Maja gotowała obiad. Po chwili wszedł Kevin, trzaskając drzwiami. Rzucił teczkę na podłogę.
-Hej kochanie.- przywitała się Maja i chciała go pocałować w policzek, ale on ją odepchnął.- Co się stało?
-Nie twoja sprawa!- warknął. Maja wzruszyła ramionami i podała obiad. Zjedliśmy go w bardzo napiętej atmosferze.
Chwilę później przyszli, a raczej wpadli jak burza Gotzeus.
-Hej bejbe- zawołał roześmiany Marco i pocałował nas obie w policzek na przywitanie.
-Siema ślicznoty- powiedział Mario i przytulił nas. Całe zajście widział Kevin. Zaprowadziłam chłopaków do mojego pokoju. Wkurzony Kevin poprosił Maję na rozmowę do salonu.
-Co to ma być?!
-To tylko przyjaciele...
-Przyjaciele?! Właśnie widzę! Zdradzasz mnie?
-Przecież wiesz że cię kocham.
-Odpowiedz mi na pytanie!- krzyknął i uderzył Maję w twarz. Maja krzyknęła i upadła ma szklany stolik od kawy, który rozprysnął się w drobny mak, kalecząc ją przy tym.
Wraz z Mario i Marco usłyszeliśmy krzyk i dźwięk tłuczonego szkła. Zerwaliśmy się zobaczyć co się stało. Zobaczyliśmy okrutną rzecz. Kevin nadal bił Maję która leżała w stercie potłuczonego szkła o barwie szkarłatu. Wściekli Gotzeus podbiegli do oprawcy. Mario uderzył Kevina z lewego sierpowego. Marco pomógł wstać mojej siostrze i oddał ją w moje ręce. Pomógł Gotzemu załatwić Kevina. W tym czasie ja zadzwoniłam po pogotowie. Kevin opadał z sił.
-Nie wiesz że kobiet się nie bije?!- krzyczał Marco wymierzając kolejny cios w stronę Kevina.
-Kiedy mężczyzna uderzy kobietę, przestaje być mężczyzną!- dodał Mario pieczętując swoje słowa prostym.
Karetka zabrała Maję. Pojechałam z nią.
-Wypierdalaj z jej życia, rozumiesz?!- krzyknął Marco, a Mario wyrzucił rzeczy Kevina za drzwi.
-Pożałujecie tego jeszcze- wysyczał i wyszedł Po 30 minutach Gotze i Reus dołączyli do mnie do szpitala.
-I co z Kevinem?- zapytałam piłkarzy, jeszcze buzujących od złych emocji.
-Niech jeszcze raz jej coś zrobi...-zaczął Mario.
-To wyląduje w piachu- dokończył za niego Marco.


4 komentarze:

  1. Marco i Mario, jaka agresja... ale Kevin zasłużył sobie! Nie bije się kobiet!
    Mam nadzieję, że z Mają będzie wszystko dobrze!
    Ogólnie zajebisty rozdział, czekam na kolejny <3
    Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziewczynom nie za bardzo trafili się chłopacy. Ale mam nadzieje , że Marco i Mario.
    zapraszam: marco-ja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapraszam :)
    http://zycie-to-pozadanie.blogspot.com/
    http://jestes-calym-moim-swiatem.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobry Gotzeus ! <3 Zachowali się świetnie ! Ale najlepsze było ich wejście do domu dziewczyn :D Kevin to sukinsyn -,-
    Zajebisty rozdział ! Czekam z niecierpliwością n następny ;*

    OdpowiedzUsuń