sobota, 27 kwietnia 2013

Rozdział 8


W nocy nie mogłam zasnąć. Bałam się o Majkę. A jeżeli jest coś  nie w porządku z nią albo dzieckiem? Obudził się Mo.
-hej, coś się stało?
-Nom. Martwię się o Majkę.
-A co się dzieje?
-No bo jak u niej dzisiaj byłam, zaczął ją boleć brzuch. Boję się że to coś poważnego.
-Eee…-zająknął się Moritz.
No tak. On nic jeszcze nie wiedział. Postanowiłam mu powiedzieć prawdę.
-Wytłumaczę ci wszystko ale zachowaj to dla siebie. Moja siostra jest w ciąży.
-O cholera!- zaklął piłkarz.- Z Reusym?
-Nie głupolu. Z jej byłym. Rozstali się zanim dowiedziała się o ciąży. Jej były ją bił.
-Ale idiota. Nigdy nie uderzyłem i nie uderzę kobiety. To okrutne.
-Słodki jesteś- pocałowałam go w policzek
-Ale nie martw się, Marco kocha ją i będzie o nią dbał.
Lekko mnie to uspokoiło. Zasnęłam.
*
Rano obudziłam się o 9, bo mieliśmy z chłopakami zwiedzać wyspę. Ubrałam się, zjadłam śniadanie i popędziłam pod hotel, bo byłam lekko spóźniona.
-Hej kochana- przywitałam się z Mają.- jak się czujesz?- pogłaskałam ją po brzuchu.
-Cześć. Już dobrze, naprawdę.- uśmiechnęła się.
-Idziemy zwiedzać! –zawołał wesoły Jurgen i ruszył w kierunku centrum Gran Canarii. Po dwóch godzinach nawet piłkarzom nogi odmawiały posłuszeństwa, a co dopiero mi i Mai. Dobrze że ubrałam trampki.
-Moriitzz- zawyłam- Weź mnie na barana!
-Oczywiście skarbie!- podbiegłam i wskoczyłam chłopakowi na plecy. Niósł mnie tak przez pół godziny, a Marco niósł Maję na rękach. Wreszcie trener zadecydował przerwę. Udaliśmy się do najbliższej kawiarenki. Zamówiliśmy lody. Oczywiście nie obyło się bez żartów. Gdy Łukasz nie patrzył, Kuba dosypał mu do pucharka soli.
-Bleee!- wrzasnął Łukasz i pobiegł do łazienki. Zaczęliśmy się śmiać. Po chwili Maja zbledła. Zaniepokoiłam się.
-Majeczko, wszystko dobrze?
-Tak- szepnęła i osunęła się na ziemię.
-O mój boże, Maja! -wrzasnęłam, a Marco wziął ją na ręce. Zadzwoniłam po pogotowie. Roztrzęsiona i przestraszona oczekiwałam wraz z wszystkimi pogotowia. Przyjechali po 10 minutach. Wraz z nią pojechał Reus, jako że był jej chłopakiem. Adres szpitala wysłał mi smsem. Wróciliśmy do hotelu, przebrałam się i od razu wyruszyłam w kierunku szpitala.
-Poczekaj kotku, jadę z tobą!- zawołał Moritz i do mnie podbiegł. Wyszliśmy razem.
Po 20 minutach marszu, albo raczej biegu byliśmy w szpitalu.
-Przepraszam, szukamy Mai Neumayer.- zapytał Moritz płynnym hiszpańskim.
-Sala 110, 2 piętro- powiedziała pielęgniarka, a my od razu pobiegliśmy do wskazanej sali. Przed salą czekał Marco.
-Hej. Co z nią? -zapytałam.
-Na szczęście nic, ale była bardzo bliska poronienia.- westchnął Marco. Widać było że się martwił, chociaż to nie było jego dziecko.
-O cholera- zaklęłam.
-Nie martw się, ważne że nie poroniła.-Wtuliłam się w mojego ukochanego.
-Ha! Wiedziałem że będziecie razem!- zawołał Reus.
-No i co się tak cieszysz blondynko?- zaśmiałam się.
-Z twojego szczęścia- westchnął teatralnie.
-Takie bajki to ja, a nie mi! Z kim się założyłeś?
-Kurczę, rozgryzłaś mnie. Z Mario.
-ty to głupi jednak jesteś!
-No dzięki. Foch!- odwrócił się do mnie plecami. Po chwili przyszedł lekarz.
-Państwo są rodziną panny Neumayer?
-tak.
-W takim razie zapraszam do gabinetu.
Weszliśmy.
-Z panną Neumayer już wszystko w porządku, ale musi o siebie dbać i się oszczędzać. Jeżeli jej stan się nie pogorszy, to dziś wieczorem opuści już szpital.
-Mam pytanie. Czy będzie mogła jutro lecieć samolotem?
-tak, tylko będzie musiała wziąć leki.
-A możemy ją odwiedzić?- wtrącił Marco
-Tak, ale proszę być cicho.
Weszliśmy do Sali i usiedliśmy koło łóżka Mai.
-Hej. Jak się czujesz?
-Dobrze.-powiedziała i otarła łzy z policzków.
-Dlaczego płaczesz kochanie? -zapytał Marco
-Mogłam je stracić.- wyszeptała.
-Nie ważne co było, ważne co jest.-powiedział Mo i złapał Majkę za rękę w celu dodania jej otuchy. Pół godziny później lekarz przyszedł i dał Mai wypis. Wróciliśmy do hotelu. Pomogłam Mai się spakować i poszłam spać. Wylot do Dortmundu mieliśmy o 12.
O 11.30 byliśmy na lotnisku i przechodziliśmy procedury odprawy. Równiutko o 12 opuściliśmy hiszpańską wyspę. W samolocie jak zawsze było wesoło, ale nie pamiętam zbyt wiele, bo ułożyłam się na klatce piersiowej Moritza i usnęłam.
-Nicole, wstawaj, już dolecieliśmy! -usłyszałam nad sobą.
-Ehem…już wstaję!
Po około 10 minutach cała BVB opuściła pokład samolotu. Podeszłam do Moritza żeby się pożegnać.
-Pa kochanie.
-Bądź jutro na treningu- poprosił i pocałował mnie. Długo nie mogliśmy się od siebie oderwać. Jak na zawołanie zebrało się stado hien (dziennikarzy) robiących nam zdjęcia.
*
Następnego dnia zdjęcia ukazały się w gazecie. Byłam właśnie w sklepie, gdy spotkałam Mitchella. Był wściekły, a w dłoni trzymał jedną z gazet z moimi zdjęciami.
-Co to jest?!
-Zdjęcie- prychnęłam bezczelnie.
-Już się pocieszyłaś jakimś alfonsikiem, który traktuje cię jak panienkę na jedną noc?
-Odpierdol się od niego! Skąd wiesz jak mnie traktuje?
-On jest piłkarzem, nie zna słowa miłość- zakpił.
-Oj bo ty znasz! Przypominam, że to ty zdradziłeś mnie z jakąś laleczką, a dzień wcześniej zapewniałeś mnie o swojej miłości!- krzyknęłam wściekła na niego. Zapłaciłam za zakupy i jak najszybciej opuściłam sklep.
Do domu weszłam wściekła. 

sobota, 20 kwietnia 2013

Rozdział 7



Chłopaki poszli na imprezę, ale ja, Mo, Maja i Reusy nie mieliśmy ochoty.  Poszłam się wykąpać i wskoczyłam do łóżka.
Mieliśmy z Mo szczęście. Dostaliśmy duży pokój, w którym był salon i kanapa, którą bez większych kłótni zajął Leitner.
Po chwili na moje łóżko wskoczył Moritz.
-ty głupi jesteś?- zapytałam roześmiana.- jeszcze łóżko połamiesz!
-Ej no foch.- udał Leitner.
-Ojoj, bo się załamię...- nadal nabijałam sie z pomocnika.
-Osz ty!- zaczął mnie łaskotać.
-Niee! -wrzeszczałam.- Zostaw mnie, bo jeszcze nie wiadomo co pomyślą twoi genialni koledzy pomyślą.-śmiałam się.
Gdy już się uspokoiliśmy graliśmy w różne gry na laptopie Mo. Gdy nastała 22, chłopak powędrował do swojego łóżka, a ja odpłynęłam
do krainy Morfeusza.
                        *
Poczułam ciepło.
Nie, raczej  gorąco. Otworzyłam oczy i ujrzałam płomienie liżące moje ciało. Poderwałam się by uciec, ale nie mogłam. Byłam związana.
Chciałam krzyknąć, ale nie mogłam. Bałam się, bardzo bałam. Rozejrzałam się dokoła. Zrozumiałam że jestem palona na stosie!
*
Wierciłam się i krzyczałam. Poczułam czyjeś ręce czule mnie obejmujące. Otworzyłam oczy i ujrzałam Leitnera. Na szczęście to był tylko sen.
Odetchnęłam z ulgą, chociaż nadal drżałam ze strachu.
-Cśś, już spokojnie. To tylko zły sen- chłopak szeptał uspokajającym tonem.
-Byłam palona, rozumiesz!- krzyczałam wtulona w jego pierś.
-Spokojnie. to nie była prawda. proszę- podał mi szklankę zimnej wody.
-dziękuję.- wypiłam ją jednym duszkiem.
-już lepiej?- pokiwałam twierdząco głową.- To ja wracam do siebie.
-Nie! -krzyknęłam i złapałam go za nadgarstek.- proszę, zostań- wyszeptałam.
-Dobrze.- powiedział i położył się koło mnie. W jego silnych ramionach czułam sie bezpiecznie. Usnęliśmy bardzo szybko, wtuleni w siebie.
                        *
Rano obudziły mnie śmiechy i wrzaski. No tak. Wakacje z piłkarzami- zaklęłam w myślach. Chciałam wstać i i ich okrzyczeć, ale powstrzymały mnie ramiona Moritza. Próbowałam go obudzić ale nic nie dawało efektów.
-Mo! Cro daje koncert!- wrzasnęłam mu prosto do ucha.
-Co?! Gdzie?! Jak?! Juz biegnę!- z wrażenia spadł na podłogę.
Wszystko widziała cała Borussia, która wybuchła śmiechem.
-A wy co? nudzi się wam i normalnych ludzi rano budzicie?- zbulwersowałam się.
-No właśnie widzimy jak normalnych- zaśmiał się Błaszczykowski.
-Po za tym jest już 12.- dodał Schmelzer.
-Coo? O boże!
-Widać dobrze śpi się z Leitnerem- nabijał się z nas Mario.
-Bardzo dobrze- uśmiechnęłam się.
-uuuuu- zawołali chłopaki.
-Pajace- skwitowała Majka, która przyglądała sie wszystkiemu z boku. Pobiegłam do łazienki ubrać się i uczesać, ponieważ wyglądałam jak potwór z Loch Ness.
Poszliśmy na spóźnione śniadanie, a potem na basen. Usiadłyśmy z Mają nad brzegiem i zaczęłyśmy sie opalać. Chłopacy biegali i chlapali się jak dzicy. :3
-Ejjej, laski! Chodźcie do wody!- zawołał nas Mario.
-Niee, dzięki.- odpowiedziała Maja.
-A no bo ty się nie możesz męczyć- powiedział Reusy, przez co zebrał na sobie spojrzenia całej Borussi. Podbiegł do nas, złapał Maję w talii i razem z nią wskoczył do wody.
-No wariat, po prostu wariat! -zawołała moja siostra, ale została z nim we wodzie. Do mnie przysiadł się Moritz.
-Słuchaj, a może poszlibyśmy gdzieś razem? -jąkał się troszkę. Urocze.
-Jasne. Dlaczego nie?- uśmiechnęłam się uroczo. -To kiedy?
-Pasuje ci za pół godziny? Spotkamy się pod hotelem.
-Okay.- powiedziałam i skierowałam się w stronę hotelu by przygotować sie do spotkania z Mo.
Ubrałam pudrowo-błękitną sukienkę i czarne bardzo wysokie koturny. jestem niska, więc mogłam sobie pozwolić na małe szaleństwo.
Właśnie czesałam się i malowałam, gdy do mojego pokoju wszedł Mario.
-Hej piękna, gdzie się tak stroisz?
-Emmm... Umówiłam się z Moritzem.
-Aha.- odwrócił się na pięcie i wyszedł. Zdziwiło mnie jego zachowanie. No ale trudno.
Pół godziny szybko minęło. Wyszłam przed hotel, gdzie czekał już Moritz. Wręczył mi herbacianą różę, moją ulubioną.
-Jest piękna, dziękuję!- pocałowałam go w policzek.
-Nie tak piękna jak ty- powiedział i spuścił wzrok, jakby bał się mojej reakcji. Na moje policzki wkradł sie rumieniec. Zwiedzaliśmy Gran Canarię. Piękne miejsce. Gdy już zaczęło zachodzić słońce Moritz zaprowadził mnie na plażę.
-Jejku, jak tu pięknie- nie mogłam się nacieszyć tym niesamowitym widokiem. Usiedliśmy na brzegu plaży. Zrobiło mi sie zimno. Mimowolnie drgnęłam.
-Zmarzłaś?- zapytał troskliwie Mo
-No trochę.
Piłkarz objął mnie ramieniem. Zrobiło mi się rzeczywiście cieplej. Nasze twarze dzieliło kilka milimetrów. W końcu usta Moritza musnęły moje.
Były niesamowicie miękkie. Z każdą chwilą całowaliśmy się coraz namiętniej.  Po kilku minutach Moritz odsunął się ode mnie i powiedział:
-Kocham cię, Nicole Neumayer
-Ja ciebie też.- w końcu byłam pewna swoich uczuć co do niego. Wcześniej też coś czułam, ale była pewna czy to miłość. ten pocałunek mi to uświadomił.
-Robi się późno, wracamy?
-Tak.- przytaknęłam, a on przytulił mnie do siebie. Gdy wróciliśmy do hotelu była 20.30. postanowiłam pójść jeszcze do Mai.
Zapukałam do ich drzwi i weszłam do  środka. Maja leżała z głową na klatce piersiowej Marco.
-Nie przeszkadzam?
-Nie skądże.- Maja poderwała się do góry.
-Przyszłam porozmawiać.
-To ja pójdę do Mario- westchnął Marco i wyszedł
-Jesteście razem?- zapytałam zdziwiona.
-tak, jesteśmy- uśmiechnęła się moja siostra.
-Gratuluję- przytuliłam ją.- Ja też, no wiesz- zaczęłam się jąkać. Nie lubiłam mówić o swoich uczuciach.
-Jesteś z Leitnerem?- podpowiedziała.
-Tak! Skąd wiesz?
-Słyszałam jak rozmawiał z Matsem.- nagle Maja usiadła i złapała się za brzuch.
-Majeczko, wszystko w porządku?
-Tak, tak, idź już.
-Ale na pewno?- byłam lekko przestraszona.
-Proszę idź już.- wygoniła mnie za drzwi. Poszłam więc do swojego pokoju, wykąpałam się i wskoczyłam do łóżka gdzie już smacznie chrapał mój ukochany.



czwartek, 18 kwietnia 2013

Rozdział 6

Pierwszy miesiąc wakacji właśnie się kończył. Dzisiaj poszłyśmy z Nicole na trening Borussii. Droga zajęła nam 5 minut. Chłopacy jak zwykle się wygłupiali. Po skończonym treningu podeszłyśmy do chłopaków, którzy rozmawiali z trenerem. Mówili o wakacjach.
-A możne dziewiczy pojechałyby z nami. -zaproponował Reus kiedy podeszłyśmy.
-Świetny pomysł. -powiedział trener.
-A my nie mamy nic do powiedzenia? -zapytałam.
-Raczej nie. -Marco pościł mi oczko.
-Mhm.
-Skoro nie mamy wyjścia. -westchnęła Nic.
-Nie macie. -powiedzieli wszyscy.
  Chłopacy poszli się przebrać, a my rozmawiałyśmy z trenerem. Po 20 minutach przyszedł Mario z Marco.
-To co, idziemy? - zapytał Gotze.
-Tak. -odpowiedziałyśmy razem.
-Tylko powiedzcie dziewczyna wszystko o wyjeździe. -powiedział Klopp.
-Tak jest trenerze. -Reus się zaśmiał.
  Poszliśmy razem do kawiarni. Piłkarze opowiedzieli nam wszystko oprócz jednego.
-To kiedy jest wyjazd? -zapytała Nicole.
-Wyjazd jest jutro. -powiedział Gotze uśmiechając się.
-Co?! -wrzasnęłam, a ludzie w kawiarni popatrzeli w nasza stronę.
-W-y-j-a-z-d j-e-s-t j-u-t-r-o. -powiedział Marco sylababując.
-zrozumiałyśmy tylko dlaczego nie powiedzieliście nam wcześniej? -zapytałam.
-A co to za różnica?
-Taka, ze musimy się spakować. -powiedziała Nic.
  Zapłaciliśmy i poszliśmy do nas do domu. Latałyśmy po całym domu, a Marco i Mario się z nas tylko śmiali. Kiedy się spakowałyśmy siedziałyśmy z chłopakami i wygłupialiśmy się. Kiedy piłkarze poszli do domu od razu poszliśmy spać. Gotzeus przyszli przed 9. Zanim wyszliśmy jeszcze z tysiąc razy sprawdziłyśmy czy mamy wszystko. Zamówiliśmy taksówkę i po 15 minutach byliśmy na lotnisku gdzie
czekali trener i reszta piłkarzy Borussii. Chłopacy wybrali wakacje na Gran Canaria. Lot trwał około 1,5 godziny. Wyspa była przepiękna. Kiedy dotarliśmy do hotelu okazało się, ze mam mieć pokój z Reusem, a Nicol z Leitnerem. -to chyba musi być jakaś pomyłka. -powiedziałam do recepcjonistki.
-Tak, rzeczywiście, ale niestety nie mamy wolnych pokoi. -powiedziała.
-Marco proszę cię zamień się. -Nicole próbowałam przekonać Niemca.
-Nie ma mowy. -zaśmiał się..
-Reus, proszę. -zrobiłam słodkie oczka.
On tylko pokiwał przecząco głową.
Marco nie dal się przekonać wiec wzięłam klucz i poszłam do pokoju tak
jak reszta. Pomieszczenie było dość duże. Wystrój tez był super.
Największe wrażenie zrobili na mnie widok z balkonu. Był on
przepiękny. Słychać było szum morza, co naprawdę mnie relaksowało. Do
pokoju wpadł Reus.
-Hej skarbie. -krzyknął uradowany skacząc na łóżko.
-Coś ty taki uradowany? -zapytałam.
-Bo mamy razem pokój i... -uśmiechnął sie łobuzersko.
-Nawet o tym nie myśl. -powiedziałam. -Śpisz na rozkładanym fotelu.
-Marco udawał obrażonego i nie odzywał się do mnie.
-Byłeś u Nicole i Mo? -zapytałam.
Nie odpowiedział wiec poszłam do nich. Zapukałam i weszłam. W całym
pokoju były pióra. Urządzili sobie bitwę na poduszki. Dopiero co
dostali klucze, a już zdemolowali cały pokój.
-Nie przeszkadzam wam? -zapytałam śmiejąc się.
-Nie, wejdź. -powiedziała moja siostra.
-Mieliśmy taką małą bitwę o łóżko. -odparł Mo.
-Małą?! Cały pokój zdemolowaliście.
-Bez przesady. -powiedzieli razem.
-Oczywiście wygrała ja, a ty spisz na kanapie. -powiedziała roześmiana.
-Ja wygoniłam Reusa na fotel.
-I co, zgodził się? -zapytał Moritz?
-Obraził się i nie chce ze mną rozmawiać. -rzekłam.
Rozmawialiśmy jeszcze kilka minut i postanowiłam wrócić do pokoju gdzie
siedziała obrażona niemiecka blondynka.
-I co dalej nie będziesz ze mną rozmawiał? –zapytałam.
-Może nie będę.
Marco w końcu przestał się obrażać. Rozmawialiśmy z dziesięć minut. O 19 poszliśmy na kolacje,
byli wszyscy piłkarze, trener no i ja z Nicole. Po zjedzonym posiłku
kilka chłopaków z Borussii wybierało się na imprezę.
-Dziewczyny idziecie z nami? -zapytał Nuri.
-Chętnie, ale nie dziś. Jesteśmy zmęczone. –uśmiechnęłyśmy się.
Reus tez odmówił co było dziwne w jego przypadku. Poszliśmy do swoich
pokoi. Wzięłam długą kąpiel po czym wskoczyłam do łóżka. Siedziałam z
godzinkę przed laptopem i przeglądałam rożne strony. Marco położył się bez słowa. Odłożyłam laptopa i postanowiłam iść
spać. Przez pół nocy Marco cały czas wiercił się na fotelu przez co
ciągłe mnie budził.
-Marco, przestań.
-Nie moja wina, ze to jest nie wygodne. -powiedział.
Po chwili stwierdziłam, że jak on nie przestanie się wiercić to nigdy nie zasnę.
-Chodź tu blondynko. -zawołałam go.
Na jego mordce pojawił się uśmiech od ucha do ucha.
-Dobranoc śliczna. -pocałował mnie w czoło.
-Dobranoc.
Zasnęłam jak dziecko zresztą Reus też.


 __________________________________________
Oddaję w wasze ręce szósteczkę!
Miłego wieczoru :*


sobota, 13 kwietnia 2013

Rozdział 5



Podszedł do nas lekarz.
-Państwo są z rodziny? –zapytał.
-Tak, jestem jej siostrą. –Nicole zerwała się na równe nogi.
-Co z nią? –wtrącił się Marco.
-Pani siostra ma rozciętą głowę i wiele licznych ran, które już opatrzyliśmy. –powiedział. –Na szczęście z dzieckiem jest wszystko w porządku. –dodał
-Z dzieckiem?! –krzyknęła.
-Tak, pani Maja jest w czwartym tygodniu ciąży. –odparł i poszedł.
Nicole nie mogła uwierzyć.
-Ej, wszystko będzie dobrze. –Mario położył rękę na jej ramieniu.
-Co ma być dobrze?! Moja siostra jest w ciąży z kolesiem, który ją bije. –zdenerwowała się.
-A skąd masz pewność, że z nim?
-Możesz nie robić z niej dziwki. –krzyknęła.
-Nie to miałem na myśli…
-Mario daj spokój. –powiedział Reus.
Mario podszedł do okna i spoglądał w blado-niebieskie, wolne od chust niebo. W tle było słychać lekarzy, pacjentów i odwiedzających. Po chwili podeszła do nas pielęgniarka i pozwoliłam im do mnie wejść.
-Majuś kochanie! -przytuliła mnie Nicole.
-hej śliczna. -przywitał się Gotzeus.
-jak się czujesz? -zapytała moja siostra.
-nawet dobrze.
Z rozmyślań wyrwała mnie Nicole.
-mam pytanie.
-jakie? -zapytałam.
-dlaczego mi nie powiedziałaś, ze jesteś w ciąży? -
Popatrzyłam na chłopaków, a później w okno.
-bałam się twojej reakcji. Zawsze mówiłaś mi, ze Kevin nie jest
chłopakiem dla mnie, a ja cię nie słuchałam, bo... Bo go kochałam. -po
moim policzku spłynęła łza.
-ej, wiesz, ze mi możesz wszystko powiedzieć. -pocałowała mnie w głowę.
-tak wiem.
Pod wieczór Nicole, Marco i Mario poszli do domu. Po kilka dniach w
końcu mogłam wyjść ze szpitala. Nienawidziłam tego miejsca. Biały
przytłaczający mnie kolor, ohydne jedzenie. Wrrr... Nicole oczywiście
nie przyjechała po mnie sama tylko z chłopakami. Ostatnio się z nimi
zaprzyjaźniłyśmy. Byli dla nas jak starsi bracia, chociaż Mario nie
patrzał na Nicole jak na przyjaciółkę. Pojechaliśmy do domu. Mario
zamówił pizze i oglądaliśmy bajki. Wstałyśmy około 10. Ubrałam miętową sukienkę i koturny. Poszłam do
kuchni gdzie siedziała juz moja siostra.
-cześć Nic. -uśmiechnęłam się.
-hej, hej.
-dzisiaj idziemy zobaczyć nasza uczelnie. -powiedziałam biorąc jabłko.
-Mhm, jedz szybko i idziemy. -zaśmiała się.
Ja wybrałam kierunek lekarza sportowego, a moja siostra dziennikarza
sportowego. Po zjedzonym śniadaniu wyszłyśmy z mieszkania.
Postanowiłyśmy .się przejść. Po pół godzinie byłyśmy na naszej przyszłej
uczelni. Był to duży ładny budynek w środku tak samo. Po obejrzeniu
naszej nowej szkoły poszłyśmy do pobliskiej kawiarni. Zamówiłyśmy kawę
i szarlotkę. Rozmawiałyśmy jak by spędzić resztę wakacji. Nasza
rozmowę przerwał telefon Nicole. Rozmawiała kilka minut
-kto to? -zapytałam
-dyrektorka. -odparła. -musze pójść na uczelnie, ponieważ jakieś
papiery się nie zgadzają.
-Em... Mam iść z tobą? -zapytałam dopijając kawę.
-nie, będę jak wszystko załatwię. -pożegnałyśmy się.
Była juz 17. Postanowiłam, że pójdę na mały spacer. Zapłaciłam i wyszłam. Spacerowałam sobie po parku. Czas leciał tak szybko, ze nie zauważyłam
i juz było po 19. Wracając do domu przechodziłam kolo Iduny. Cały czas
wydawało mi się, ze ktoś za mną idzie. Nie  zwracałam na to większej.
uwagi. Po chwili ktoś zatkał mi usta ręką. Kevin. Próbowałam się wyrwać, ale on był silniejszy. Przyłożysz mi nóź do gardła. Nie wiedziałam co mam robić. Bałam się jak nigdy do tąd. Próbowałam
krzyczeć, ale on cały czas trzymał rękę na mojej twarzy. Podbiegł do
nas jakiś chłopak. Odciągnął ode mnie Kevina i uderzył go w twarz, po
czym upadł.
-Marco?! -zapytałam roztrzęsiona.
-spokojnie. -powiedział.
Kevin podniósł się i chciał zaatakować Marco lecz ten znowu go uderzył.
-nie dotarła do ciebie nasza ostatnia rozmowa?! -krzyknął po czym
kopnął go w brzuch.
Kevin wstał, rzucił gniewne spojrzenie i odszedł. Marco podszedł do
mnie i mnie przytulił.
-wszystko w porządku? -zapytał
-tak.
Nie chciałam go puszczać. W jego ramionach czułam się bezpiecznie.
Marco odprowadził mnie do domu.

 ___________________________________
Macie w końcu mój rozdział. :D
Mam nadzieję, że się podoba :3 Zostawcie motywujący komentarz. <3
Miłego dnia :*

sobota, 6 kwietnia 2013

Rozdział 4


Rozdział 4
To był Mario Gotze.
-Hej, Nicole, co się stało?
- A czy to ważne?
- Ważne. Nienawidzę patrzeć jak ktoś cierpi.
-To  może opowiem ci gdzie indziej, a nie w parku?
-Spoko. To może pójdziemy do mnie? -zaproponował piłkarz.
-możemy iść. tylko najpierw zadzwonię do Mai żeby sie nie martwiła.
Moja siostra nie zadawala żadnych pytań. poszłam wiec do Mario. gdy juz doszliśmy do mieszkania piłkarza, Mario zrobił herbatę i usiadł kolo mnie na kanapie.
- no wiec, co sie stało?
-pamiętasz tego chłopaka, co wczoraj czekał na mnie pod Iduną?
-pamiętam.- przytaknął Gotze.
-to był mój były chłopak, Mitchell.
-były? zdziwił sie Mario.
-tak. dzisiaj przyłapałam go w łóżku z jakąś dziunią!- znowu zaczelam płakać.
-ejej, jeden palant nie jest wart twojego płaczu! -powiedział Mario i mnie przytulił.
-ale ja go kochałam! wiesz jak to jest okazać sie nikim dla ukochanej osoby?
-wiem. większość dziewczyn było ze mną dla kasy lub szpanu...
-nie wiedziałam...przepraszam.
-nie masz za co.
Nasze twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów.
-Mario, nie. Nie chce robić czegoś czego oboje potem będziemy żałować. przepraszam.-powiedziałam i udałam sie w kierunku drzwi.
-zaczekaj!- krzyknął piłkarz. -zostań. nie wiem dlaczego, ale posłuchałam. Rano obudziłam sie w  łóżku piłkarza.
-hej. wczoraj zasnęłaś na kanapie, wiec zaniosłem cię do góry. po zjedzeniu śniadania zaczelam sie zbierać do domu.
-nie miałabyś nic przeciwko, gdybym wpadł z Marco około 15?-zapytal Mario całując mnie w policzek  na pożegnanie.
-jasne ze nie. pa Mario -pożegnałam sie i wyszłam.
W domu czekała na mnie wkurzona Maja.
-Wiem, że mówiłaś że będziesz później, ale nie myślałam że nie wrócisz na noc! Martwiliśmy się o ciebie!- krzyczała moja siostra.
-Byłam bezpieczna, nie martw się.
-Byłaś u Mitchella?- zapytała niepewnie Majka.
-Nie!- krzyknęłam i pobiegłam do swojego pokoju.
-Nicole, co się stało?
-Nie byłam u Mitchella! Rozumiesz? On mnie zdradza!- wybuchłam płaczem.
-Ej, nie płacz. A mogę wiedzieć gdzie byłaś?
-U... Mario.
-Gotze?!
-Nie, Gomeza- zakpiłam.- U Gotze.
-Czy wy, no wiesz...
-Spaliśmy ze sobą?- Majka przytaknęła.- Nie. Mario mnie tylko pocieszał. A poza tym wpadną z Marco dzisiaj o 15.
-Wiesz że to za 2 godziny?
-Osz kurczę, mam 2 godziny na ogarnięcie tego bałaganu...- westchnęłam.- A gdzie Kevin?
-W pracy. będzie o 14.
Zadzwonił mój telefon.
-Halo?
-Cześć Nicole.
-Mitchell?!
-Tak to ja. Chciałem ci wszystko wytłumaczyć. Daj mi chwilę.
-Nie Mitch. Nie będę słuchać twoich kłamstw. Za bardzo mnie skrzywdziłeś.
-Ale Nic! Kocham Cię!
-Tej dziuni też to mówiłeś? A może to też jest kłamstwo? To już koniec nas.- rozłączyłam się.
Zaczęłam sprzątać. Po pół godzinie poszłam do kuchni. Maja gotowała obiad. Po chwili wszedł Kevin, trzaskając drzwiami. Rzucił teczkę na podłogę.
-Hej kochanie.- przywitała się Maja i chciała go pocałować w policzek, ale on ją odepchnął.- Co się stało?
-Nie twoja sprawa!- warknął. Maja wzruszyła ramionami i podała obiad. Zjedliśmy go w bardzo napiętej atmosferze.
Chwilę później przyszli, a raczej wpadli jak burza Gotzeus.
-Hej bejbe- zawołał roześmiany Marco i pocałował nas obie w policzek na przywitanie.
-Siema ślicznoty- powiedział Mario i przytulił nas. Całe zajście widział Kevin. Zaprowadziłam chłopaków do mojego pokoju. Wkurzony Kevin poprosił Maję na rozmowę do salonu.
-Co to ma być?!
-To tylko przyjaciele...
-Przyjaciele?! Właśnie widzę! Zdradzasz mnie?
-Przecież wiesz że cię kocham.
-Odpowiedz mi na pytanie!- krzyknął i uderzył Maję w twarz. Maja krzyknęła i upadła ma szklany stolik od kawy, który rozprysnął się w drobny mak, kalecząc ją przy tym.
Wraz z Mario i Marco usłyszeliśmy krzyk i dźwięk tłuczonego szkła. Zerwaliśmy się zobaczyć co się stało. Zobaczyliśmy okrutną rzecz. Kevin nadal bił Maję która leżała w stercie potłuczonego szkła o barwie szkarłatu. Wściekli Gotzeus podbiegli do oprawcy. Mario uderzył Kevina z lewego sierpowego. Marco pomógł wstać mojej siostrze i oddał ją w moje ręce. Pomógł Gotzemu załatwić Kevina. W tym czasie ja zadzwoniłam po pogotowie. Kevin opadał z sił.
-Nie wiesz że kobiet się nie bije?!- krzyczał Marco wymierzając kolejny cios w stronę Kevina.
-Kiedy mężczyzna uderzy kobietę, przestaje być mężczyzną!- dodał Mario pieczętując swoje słowa prostym.
Karetka zabrała Maję. Pojechałam z nią.
-Wypierdalaj z jej życia, rozumiesz?!- krzyknął Marco, a Mario wyrzucił rzeczy Kevina za drzwi.
-Pożałujecie tego jeszcze- wysyczał i wyszedł Po 30 minutach Gotze i Reus dołączyli do mnie do szpitala.
-I co z Kevinem?- zapytałam piłkarzy, jeszcze buzujących od złych emocji.
-Niech jeszcze raz jej coś zrobi...-zaczął Mario.
-To wyląduje w piachu- dokończył za niego Marco.


czwartek, 4 kwietnia 2013

Rozdział 3


Rano wstałam o 8.30. Obudziłam szybko Majkę. Szybko się ubrałyśmy i wybiegłyśmy na Idunę. Nie chciałyśmy się spóźnić. Na szczęście zdążyłyśmy. Chłopaki już biegali kółeczka na początek. Oczywiście było dużo śmiechu. Gotzeus był bardzo aktywny. A to Mario podstawił Marco nogę, a to Marco zabrał buta Mario i tak w kółko.
-Witam- przywitał się trener Borussi, Jurgen Klopp.
-Dzień dobry. Jestem Nicole, a to moja siostra Maja- wskazałam na blondynkę.
-Aha, to o Was Mario tyle opowiadał…- zaśmiał się trener- Szczególnie o tobie Nicole. W samych superlatywach.- dodał po chwili, a na moje policzki wślizgnął się rumieniec.
Podeszłyśmy bliżej murawy by poprzyglądać się piłkarzom. Usłyszałyśmy rozmowę Matsa i Mario, którzy najwyraźniej nie zauważyli nas stojących w cieniu.
-Ej, Mario, skąd ty wytrzasnąłeś takie dupy?
-Ano ma się to oko- zaśmiał się Gotze.- A tak serio to ta w ciemniejszych włosach na mnie wpadła, gdy wybiegała z Iduny.
-Ale romantyczne…- zakpił Hummels
-Ej no weź…
-No dobra, już nic nie mówię. Do nich podbiegli Marcel i Felipe Santana.
-Co to za dziewczyny?- pytał Schmelle.
-Moje koleżanki…-tłumaczył Mario
-Koleżanki powiadasz…- Marcel i Felipe spojrzeli na siebie i zaczęli poruszać wymownie brwiami
-Pajace.- skwitował Gotze.
-Chłopcy! Macie 15 minut przerwy. I lepiej się zachowujcie, bo idę do dyrektora!- zawołał Klopp. Chłopacy zaczęli się obijać. Po chwili Mats wpadł na arcygenialny pomysł.
-Pobawmy się w berka!- cały zespół mu przytaknął- Chłopaki, my gonimy.
-Okay!- zawołała cała Borussia. Po paru sekundach zreflektowałyśmy się. 
Dwudziestu kilku chłopaków rzuciło się w pogoń za nami. Rozdzieliłyśmy się. Po drodze zrzuciłam koturny, żeby się nie zabić. Uciekałam ile sił w nogach. Kątem oka dostrzegłam że moją siostrę już złapał Marcel i zaczął ją łaskotać, a ona zanosiła się radosnym śmiechem. Przez tą chwilę nieuwagi dopadł mnie Mario z Łukaszem.
-Głuupki!! Patrzcie co zrobiliście!- krzyknęłam gdy zauważyłam, że doszczętnie zniszczyli mi fryzurę.- I jak ja teraz wyglądam?!
-Jak zawsze pięknie.- wybąkał Mario i spuścił wzrok.
Poszłam z Majką do toalety. Musiałyśmy ogarnąć nasz wygląd. Po 10 minutach byłyśmy już z powrotem. Była 13.30 Zadzwonił mój telefon. To był Mitchell.
-Cześć! Jestem już w Dortmundzie. Może wyskoczymy gdzieś?
-Z chęcią. Możesz czekać na mnie za pół godziny pod Iduną? –poprosiłam.
-Dobrze. Kocham  Cię. Paa.
-Ja ciebie też. Papatki- powiedziałam i rozłączyłam się. O 14 opuściłyśmy Idunę. Przed wejściem czekał na mnie Mitchell.
-Mitch!- zawołałam i rzuciłam mu się w ramiona.
-Cześć kochanie- powiedział i okręcił się ze mną dookoła własnej osi. Pocałowałam  go na przywitanie. Gdy już postawił mnie na ziemię, zauważyłam że Gotze i Leitner momentalnie posmutnieli.
-To gdzie idziemy?
-Co powiesz na kino?
-3 razy tak, dziękujemy.- zaśmialiśmy się oboje.
-A gdzie Maja?
-Pewnie do Kevina pobiegła…-westchnęłam.
-Też uważasz to za toksyczny związek?
-I to jak. A ona uważała że nie jesteś odpowiednim chłopakiem dla mnie…
-Martwię się raczej że Kevin kiedyś zrobi jej jakąś krzywdę…-westchnął Mitchell.- Dobrze wiesz jaki jest.
-Wiem. Dziwię się co ona w nim widzi.
-Mogę wiedzieć co robiłaś na treningu BVB? -zapytał po chwili Mitch.
-Emm… no bo…Ostatnio zwiedzałyśmy Signal, pokłóciłam się z Mają i wybiegając wpadłam na Mario Gotze. Następnego dnia rozdawali autografy, Mario mnie rozpoznał i zaprosił na trening. No więc tak jakoś wyszło.- zaśmiałam się.
-Aha.- stwierdził Mitch i weszliśmy do kina.  Seans zakończył się o 17.30. Poszliśmy jeszcze na spacer po parku. Wróciłam do domu o 19. Kevin siedział na kanapie i bez słowa wpatrywał się w wyłączony telewizor. Poszłam do pokoju Majki z przeczuciem że coś się stało. Miałam rację. Maja siedziała w swoim pokoju, skulona w kącie i płakała. Szybko podbiegłam do mojej siostry.
-Maja! Co się stało? Majuś…- przytuliłam ją mocno, a ona skrzywiła się.
-Po.. pokłóciłam sięę…-łkała.- Z Kevinem…
Zauważyłam czerwony ślad na jej ręce. Przestraszyłam się.
-Maja. Powiedz mi prawdę. Uderzył cię?- pokręciła przecząco głową.- Maja. Powiedz prawdę.
-Tak…- wyszeptała i wybuchła płaczem. Wkurzyłam się.
-Co on sobie do cholery myśli?! Nie wie idiota, że kobiet się nie bije?
-To moja wina.
-Nic w tym nie jest twoją winą!
-Ale Nicole, posłuchaj…-zaczęła ale gwałtownie jej przerwałam.
-Słuchaj, jeszcze raz to się zdarzy, to zainterweniuje. I to nie łagodnie.- jeszcze raz ją przytuliłam.- wszystko będzie dobrze.- wyszeptałam.- Idź już spać. I nie płacz.
Poszłam się wykąpać i położyłam się spać. Długo jeszcze myślałam o tym co się stało. W końcu zmęczona wydarzeniami dzisiejszego dnia zasnęłam.
**

Obudziłam się rano, około 9 i poszłam do kuchni, gdzie byli już Maja i Kevin, wyglądali na bardzo szczęśliwych.
-Siemka Nic.- przywitał się wesoły Kevin.
-No hej hej.  Co tam?
-Wszystko świetnie- uśmiechnęła się Maja i pocałowała Kevina w policzek- Zjesz z nami jajecznicę?
-Z miłą chęcią.- odwzajemniłam uśmiech.- Jakie plany na dzisiaj?
-Nicole, musimy pojechać na zakupy. A Kevin idzie na rozmowę kwalifikacyjną.
-Spoko. Pojadę z tobą.
Zjadłyśmy pyszne śniadanie, ubrałyśmy się i pojechałyśmy. Kevin również wyszedł. Z zakupami uwinęłyśmy się do 12. Gdy odwiozłyśmy je do domu, postanowiłam, że zrobię niespodziankę Mitchellowi i go odwiedzę. Ubrałam moją ulubioną turkusową sukienkę, uczesałam włosy i wyszłam. W końcu Mitch powiedział że mogę przychodzić do niego kiedy chcę. Po 5 minutach byłam już na miejscu, mój chłopak mieszkał niedaleko. Zapukałam. Nikt nie otwierał, więc postanowiłam wejść. Udałam się do salonu. Usłyszałam dziwne odgłosy. Pokierowałam się w stronę jego sypialni. Otworzyłam drzwi i zastałam półnagiego Mitchella z jakąś lalunią.
-Maja miała rację, mówiąc, że będę przez ciebie płakać! Jesteś świnią!- krzyknęłam i wybiegłam z mieszkania 22- latka. Usiadłam na ławce w parku i zaczęłam płakać. Poczułam czyjąś rękę na moim ramieniu i usłyszałam znajomy głos.
-Dlaczego płaczesz ślicznotko?

wtorek, 2 kwietnia 2013

Rozdział 2

W Dortmundzie byłyśmy o godzinie 20. Czekałyśmy na taksówkę która miała zawieść nas do naszego nowego mieszkania. Było naprawdę bardzo ładne. Jednak zmęczone podróżą nie rozpakowałyśmy się, tylko od razu wzięłyśmy prysznic i poszłyśmy spać. Rano obudził mnie zapach naleśników. Poszłam do kuchni i ujrzałam Maję stojącą nad kuchenką.
-Cześć Nicole. Siadaj.- gestem wskazała miejsce przy stole i podała mi wielki talerz naleśników.
-O boże, Majka, ja tego nie zjem!- krzyknęłam widząc górę naleśników.
-Nie marudź. Musisz mieć dużo siły. Najpierw idziemy zanieść papiery na uczelnię, a później pozwiedzamy Dortmund.-uśmiechnęła się.
-No dobra, dobra. Po zjedzeniu śniadania poszłam się szybko ubrać. Krótkie szorty, luźna koszulka, trampki i byłam gotowa. Poczekałam jeszcze chwilę na Majkę i wyszłyśmy. Udałyśmy  się na uczelnię. Szybko załatwiłyśmy wszystkie formalności i poszłyśmy na zwiedzanie Dortmundu. Zorientowałyśmy szybko gdzie są jakieś sklepy i poszłyśmy zobaczyć Signal Iduna Park. Zadzwonił mój telefon. To był Mitchell.
-Cześć Mitch! Co tam?
-Mam dla Ciebie niespodziankę. Dostałem się na staż w Dortmundzie!
-Jejku! Nawet nie wiesz jak się cieszę!
-Ja też. Będziemy mogli spotykać się jak dawniej, kotku.
-O tak. Kiedy przyjeżdżasz?
-Za tydzień.
-To świetnie.  Ja już kończę, bo zwiedzamy Signal- powiedziałam i się rozłączyłam.
-Coś ty taka szczęśliwa?- zapytała Majka.
-Mitch dostał się na staż w Dortmundzie. Będziemy mogli się spotykać jak dawniej…- rozmarzyłam się.
-Ja nadal uważam, że będziesz przez niego płakać, zobaczysz.
-Dlaczego ty go tak nie lubisz?
-Po prostu uważam, że nie jest odpowiednim chłopakiem dla ciebie.- stwierdziła moja siostra.
-A nie pomyślałaś że go kocham?! A on mnie?!- krzyczałam.
-Nicole…- zawołała Majka, ale ja jej nie słuchałam i wybiegłam. Po drodze wpadłam na jakiegoś chłopaka.
-Uważaj jak chodzisz! –zawołał, gdy oboje upadliśmy na ziemię.
-Przepraszam bardzo- spojrzałam na niego zapłakanymi oczyma. Pomógł mi wstać, a ja dalej pobiegłam.
-Zaczekaj!- zawołał za mną, ale ja nie słyszałam. Dobiegłam do domu. Wbiegłam do mojej sypialni, rzuciłam się na łóżko i zaczęłam płakać.
Pięć minut później przyszła Maja.
-Nicole, przepraszam. Nie chciałam cię urazić.
-No przepraszam, że nie każdy ma takiego idealnego chłopaka jak ty- zakpiłam.
-Odpuść sobie, dobra?- moja siostra była już zirytowana.
-Przypominam że to ty zaczęłaś.
-Boże, możemy już zapomnieć o tym?
-No dobra… - przytuliłam ją w ramach przeprosin.
-Jutro Borussia ma otwarty trening, a potem rozdają autografy. Idziemy?- zapytała Majka, znając moje uwielbienie do Borussi.
-No oczywiście!- uśmiechnęłam się.- Nie przegapię takiej okazji. Następnego dnia rano poszłyśmy na wcześniej wspomniany trening. Usiadłam na trybunach, a Majka poszła do toalety. Usłyszałam znajomy głos.
-Hej, to ty wczoraj na mnie wpadłaś?
-Hahah, tak. Jeszcze raz przepraszam.
-Jestem Mario, a Ty?- odwróciłam się i ujrzałam Gotze.
-Nicole. Omg, Mario Gotze. Jestem twoją i BvB fanką- uśmiechnęłam się.
Na trybuny wróciła Majka.
-Siostra, nie mówiłaś, że znasz Mario Gotze. -zdziwiła się.
-Wczoraj jak się pokłóciłyśmy wpadłam na niego wybiegając ze stadionu.-wyjaśniłam.
-Aha…
-No właśnie, może w ramach przeprosin dałabyś się zaprosić na kawę?
-Właściwie to  była moja wina…
-No nie daj się prosić…- nalegał Mario.
-No dobrze. To kiedy?
-Może jeszcze dzisiaj, po treningu, o 15?
-Spoko. To ja będę pod Iduną.
Mario pobiegł na trening.
-Nicole, co ty robisz? Przecież masz chłopaka!
-To tylko kawa! Dziewczyno. To dla mnie nic nie znaczy, dla niego pewnie tym bardziej.
-Spoko- westchnęła Majka. Godzinę przed końcem treningu poszłam do domu przebrać się. Ubrałam kremową sukienkę, balerinki, a włosy upięłam w luźnego koka. Pod stadionem byłam 5 minut przed czasem. Mario już czekał.
-Cześć.- pocałował mnie w policzek na przywitanie.
-Hej hej. Gdzie idziemy?
-Do mojej ulubionej kawiarni.-uśmiechnął się. Do domu wróciłam o 20.
-No hej siostra, jak tam było na Ra…kawie z Mario?
-Świetnie. Mario jest super kumplem- uśmiechnęłam się.
-Muszę ci coś powiedzieć. Kevin będzie z nami mieszkał.
-Och zajebiście.- rzekłam sarkastycznie. Nie lubiłam Kevina. Z wzajemnością. 
-A ja mam lepszą wiadomość. Mario zaprosił nas na jutrzejszy trening.
-Na którą?
-Eee… 9.
-Uff to dobrze- odetchnęła z ulgą.- Bo Kevin przyjeżdża o 14. Przy okazji to Mitchell z nim przyjedzie.
Na wieść o Mitchu automatycznie się uśmiechnęłam . 
-Ja idę już spać. Dobranoc siostrzyczko- powiedziała Majka i poszła do swojej sypialni. Poszłam się wykąpać i spać. Usnęłam od razu.

_________________________________________
Kolejny rozdział Laury :3
Miłego dnia!