sobota, 27 kwietnia 2013

Rozdział 8


W nocy nie mogłam zasnąć. Bałam się o Majkę. A jeżeli jest coś  nie w porządku z nią albo dzieckiem? Obudził się Mo.
-hej, coś się stało?
-Nom. Martwię się o Majkę.
-A co się dzieje?
-No bo jak u niej dzisiaj byłam, zaczął ją boleć brzuch. Boję się że to coś poważnego.
-Eee…-zająknął się Moritz.
No tak. On nic jeszcze nie wiedział. Postanowiłam mu powiedzieć prawdę.
-Wytłumaczę ci wszystko ale zachowaj to dla siebie. Moja siostra jest w ciąży.
-O cholera!- zaklął piłkarz.- Z Reusym?
-Nie głupolu. Z jej byłym. Rozstali się zanim dowiedziała się o ciąży. Jej były ją bił.
-Ale idiota. Nigdy nie uderzyłem i nie uderzę kobiety. To okrutne.
-Słodki jesteś- pocałowałam go w policzek
-Ale nie martw się, Marco kocha ją i będzie o nią dbał.
Lekko mnie to uspokoiło. Zasnęłam.
*
Rano obudziłam się o 9, bo mieliśmy z chłopakami zwiedzać wyspę. Ubrałam się, zjadłam śniadanie i popędziłam pod hotel, bo byłam lekko spóźniona.
-Hej kochana- przywitałam się z Mają.- jak się czujesz?- pogłaskałam ją po brzuchu.
-Cześć. Już dobrze, naprawdę.- uśmiechnęła się.
-Idziemy zwiedzać! –zawołał wesoły Jurgen i ruszył w kierunku centrum Gran Canarii. Po dwóch godzinach nawet piłkarzom nogi odmawiały posłuszeństwa, a co dopiero mi i Mai. Dobrze że ubrałam trampki.
-Moriitzz- zawyłam- Weź mnie na barana!
-Oczywiście skarbie!- podbiegłam i wskoczyłam chłopakowi na plecy. Niósł mnie tak przez pół godziny, a Marco niósł Maję na rękach. Wreszcie trener zadecydował przerwę. Udaliśmy się do najbliższej kawiarenki. Zamówiliśmy lody. Oczywiście nie obyło się bez żartów. Gdy Łukasz nie patrzył, Kuba dosypał mu do pucharka soli.
-Bleee!- wrzasnął Łukasz i pobiegł do łazienki. Zaczęliśmy się śmiać. Po chwili Maja zbledła. Zaniepokoiłam się.
-Majeczko, wszystko dobrze?
-Tak- szepnęła i osunęła się na ziemię.
-O mój boże, Maja! -wrzasnęłam, a Marco wziął ją na ręce. Zadzwoniłam po pogotowie. Roztrzęsiona i przestraszona oczekiwałam wraz z wszystkimi pogotowia. Przyjechali po 10 minutach. Wraz z nią pojechał Reus, jako że był jej chłopakiem. Adres szpitala wysłał mi smsem. Wróciliśmy do hotelu, przebrałam się i od razu wyruszyłam w kierunku szpitala.
-Poczekaj kotku, jadę z tobą!- zawołał Moritz i do mnie podbiegł. Wyszliśmy razem.
Po 20 minutach marszu, albo raczej biegu byliśmy w szpitalu.
-Przepraszam, szukamy Mai Neumayer.- zapytał Moritz płynnym hiszpańskim.
-Sala 110, 2 piętro- powiedziała pielęgniarka, a my od razu pobiegliśmy do wskazanej sali. Przed salą czekał Marco.
-Hej. Co z nią? -zapytałam.
-Na szczęście nic, ale była bardzo bliska poronienia.- westchnął Marco. Widać było że się martwił, chociaż to nie było jego dziecko.
-O cholera- zaklęłam.
-Nie martw się, ważne że nie poroniła.-Wtuliłam się w mojego ukochanego.
-Ha! Wiedziałem że będziecie razem!- zawołał Reus.
-No i co się tak cieszysz blondynko?- zaśmiałam się.
-Z twojego szczęścia- westchnął teatralnie.
-Takie bajki to ja, a nie mi! Z kim się założyłeś?
-Kurczę, rozgryzłaś mnie. Z Mario.
-ty to głupi jednak jesteś!
-No dzięki. Foch!- odwrócił się do mnie plecami. Po chwili przyszedł lekarz.
-Państwo są rodziną panny Neumayer?
-tak.
-W takim razie zapraszam do gabinetu.
Weszliśmy.
-Z panną Neumayer już wszystko w porządku, ale musi o siebie dbać i się oszczędzać. Jeżeli jej stan się nie pogorszy, to dziś wieczorem opuści już szpital.
-Mam pytanie. Czy będzie mogła jutro lecieć samolotem?
-tak, tylko będzie musiała wziąć leki.
-A możemy ją odwiedzić?- wtrącił Marco
-Tak, ale proszę być cicho.
Weszliśmy do Sali i usiedliśmy koło łóżka Mai.
-Hej. Jak się czujesz?
-Dobrze.-powiedziała i otarła łzy z policzków.
-Dlaczego płaczesz kochanie? -zapytał Marco
-Mogłam je stracić.- wyszeptała.
-Nie ważne co było, ważne co jest.-powiedział Mo i złapał Majkę za rękę w celu dodania jej otuchy. Pół godziny później lekarz przyszedł i dał Mai wypis. Wróciliśmy do hotelu. Pomogłam Mai się spakować i poszłam spać. Wylot do Dortmundu mieliśmy o 12.
O 11.30 byliśmy na lotnisku i przechodziliśmy procedury odprawy. Równiutko o 12 opuściliśmy hiszpańską wyspę. W samolocie jak zawsze było wesoło, ale nie pamiętam zbyt wiele, bo ułożyłam się na klatce piersiowej Moritza i usnęłam.
-Nicole, wstawaj, już dolecieliśmy! -usłyszałam nad sobą.
-Ehem…już wstaję!
Po około 10 minutach cała BVB opuściła pokład samolotu. Podeszłam do Moritza żeby się pożegnać.
-Pa kochanie.
-Bądź jutro na treningu- poprosił i pocałował mnie. Długo nie mogliśmy się od siebie oderwać. Jak na zawołanie zebrało się stado hien (dziennikarzy) robiących nam zdjęcia.
*
Następnego dnia zdjęcia ukazały się w gazecie. Byłam właśnie w sklepie, gdy spotkałam Mitchella. Był wściekły, a w dłoni trzymał jedną z gazet z moimi zdjęciami.
-Co to jest?!
-Zdjęcie- prychnęłam bezczelnie.
-Już się pocieszyłaś jakimś alfonsikiem, który traktuje cię jak panienkę na jedną noc?
-Odpierdol się od niego! Skąd wiesz jak mnie traktuje?
-On jest piłkarzem, nie zna słowa miłość- zakpił.
-Oj bo ty znasz! Przypominam, że to ty zdradziłeś mnie z jakąś laleczką, a dzień wcześniej zapewniałeś mnie o swojej miłości!- krzyknęłam wściekła na niego. Zapłaciłam za zakupy i jak najszybciej opuściłam sklep.
Do domu weszłam wściekła. 

4 komentarze:

  1. Genialny rozdział !
    Łukasz i Kuba ...hahhahaha :D
    SŁODKI Mo i Marco <3 aww
    Czekam na następny ! ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialny rozdział jak zawsze! <3
    Czekam na nexta ;)
    Zapraszam do mnie http://bvbstory.blogspot.com/2013/04/rozdzia-4.html mile widziany komentarz!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. super zapraszam do mnie :) http://everyonehastheirowndream.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń